23 września 2014

Epilog

Dla Was,
bo wytrwaliście ze mną
do samego końca.

Objął mnie pewnie w talii – doskonale wiedział, jak szybko stracę przez to resztkę rozsądku.
– Ufasz mi? – spytał gardłowym głosem.
Z wahaniem, którego chyba nie zauważył, kiwnęłam głową.
– Więc zgódź się. Tylko ciebie potrzebuję. Zawsze… Boże… zawsze potrzebowałem tylko ciebie. A tutaj już nic mnie nie trzyma, Granger. Nic.


– Ale mnie trzyma, Teodorze.

***

Popełniłam w życiu zbyt dużo wiele błędów. Jednym z nich było pozwolenie sercu zabić mocniej właśnie dla niego. Kolejnym pójście na Wieżę Zegarową i gotowość wykonania tego ostatniego kroku. Aż wreszcie omal nie zrobiłam tego najgorszego – omal mu nie uległam.
Opuszczenie z nim Anglii byłoby kolejnym niedopuszczalnym błędem. Oznaczałoby to zostawienie za sobą poprzedniego życia, ja zaś wcale nie chciałam tego zrobić. Wspomnienia były częścią mnie, tak samo jak liczne blizny na ciele, których już więcej nie starałam się ukrywać. Od wspomnień nie da się uciec, powiedziałam mu. Nie posłuchał.
Gdy tamtego ranka wyszedł z mojego domu, nie spodziewałam się, że widzę go po raz ostatni. Kilkanaście minut później rzeczywiście zjawili się aurorzy, tak jak podejrzewaliśmy. Pytali o niego, ale niczego nie mogłam im powiedzieć, bo po prostu nic nie wiedziałam. Nie miałam pojęcia, co zamierzał zrobić, ani tym bardziej dokąd się udał, kiedy zatrzasnęły się za nim drzwi. Wtedy miałam nadzieję, że jeszcze wróci. Wtedy.
Pierwszą wiadomość otrzymałam od Teodora dopiero w połowie października, już będąc w Hogwarcie. List od niego czytałam setki, tysiące razy, aż w końcu znałam jego treść na pamięć. Nie wymienił w nim miejsca swojego pobytu, nie zdradził, jak sobie radzi, ani co planuje. Napisał natomiast, że myśli o mnie częściej niż powinien, że jego tęsknota jest wręcz przerażająca i że kocha. Do szaleństwa, na zawsze.
Ten list podniósł mnie trochę na duchu, ale nadal niewystarczająco, bym przestała się zadręczać. Obiecałam mu, że poczekam. On przysiągł, że wróci. Z nas dwojga tylko ja dotrzymałam obietnicy.
Pisaliśmy do siebie raz na tydzień – raz na tydzień znajoma sowa lądowała przede mną na stole Gryffindoru i wieczorem tego samego dnia wylatywała z odpowiedzią. Ginny wiedziała, z kim wymieniam korespondencję. Jej usta się cieszyły, ale oczy skuł lód.
Czerwiec się skończył, rozpoczęłam staż w Ministerstwie Magii. Zajęcia, praktyki, które miały pomóc we wdrążeniu się w urzędniczą rzeczywistość. Harry i Ron już od roku uczęszczali na kurs aurorski, także Złota Trójca znów była w komplecie. Praca pochłonęła mnie prawie bez reszty, ale dzięki niej czułam się usatysfakcjonowana, pełna, zupełnie jak kiedyś, odrabiając prace domowe z transmutacji i ucząc się z zapałem do SUM-ów.

Do czasu.

Listy stawały się coraz krótsze i rzadsze, nie tylko te od Teodora. Ja również nieczęsto brałam pióro do ręki. Zniknęły wyznania płomiennej miłości, moje serce zamilkło, a rana na nim się zabliźniła. W międzyczasie Draco Malfoy, ułaskawiony przez Ministra Magii dzięki ujawnieniu nazwisk dużej grupy śmierciożerców, aktywnie działał w Departamencie Przestrzegania Prawa. Po siedmiu latach od swojej ucieczki, Teodor Nott został oczyszczony z zarzutów. Po siedmiu latach zrozumiałam też, że on już nie wróci.
Nie chciał? Nie mógł? Może i jedno, i drugie. Nie zamierzał w każdym razie zjawić się w Anglii. Nie podał powodów, nawet nie wiedziałam, gdzie konkretnie się podziewa. Ponoć ciągle podróżował, nigdzie nie zagrzał miejsca na dłużej niż pół roku. Nie narzekał na życie.
Do swojego ostatniego listu dołączyłam sygnet Nottów. Jedyne, co mi po nim zostało, ale czułam, że muszę to zrobić. Po prostu… pozwoliłam mu się odciąć. Tak jak zawsze tego pragnął.
Kiedy czasem się nad tym zastanawiałam, nie potrafiłam wyjść ze zdumienia, dlaczego uczucie tak żarliwe za czasów szkoły, za czasów tego największego zagrożenia, bo i ze strony Voldemorta, i ze strony Cryte’a, gdy wspieraliśmy się nawzajem i nie baliśmy się wybaczać, wygasło. Tak po prostu się wypaliło, tak jak wypala się świeca. Może chodziło o piętno, które pozostawiła na nas wojna? Na nim służba u Voldemorta, na mnie – walka o sprawiedliwość. Może właśnie tutaj tkwił problem. W tym, że za wiele przeszliśmy.
Moje serce nigdy więcej nie zapłonęło, blizna stała się lodowata i nie pozwalała zabłysnąć choćby najsłabszej iskierce. Żadnego mężczyzny nie potrafiłam pokochać tak mocno jak Teodora. Podświadomość szeptała mi, że nadal czekam. Natychmiast ją uciszałam, zanim zdążyła odezwać się jeszcze słowem.
Po piętnastu latach rzadko wspominałam Teodora. Często za to odwiedzałam niewielki cmentarz leżący dwadzieścia mil na północ od Londynu. Przynajmniej raz w miesiącu potrafiłam znaleźć parę godzin, by zdystansować się, odsunąć od obowiązków szefa Departamentu Przestrzegania Prawa i pójść właśnie na ten zaniedbany cmentarz. Tam spoczywał Roger.
Wielokrotnie zadawałam sobie pytanie, czy kiedykolwiek go kochałam, a potem odchodziłam od jego grobu z wyrzutami sumienia. Wmawiałam sobie fałszywą miłość do kogoś, kto przed laty obdarzył mnie uczuciem na tyle silnym, by zmusiło go do oddania za mnie życia. Krzyczałam na głos, wiedząc, że i tak nie zostanę usłyszana. Pozwalałam sobie na łzy, na morze łez, mówiłam do Rogera, śmiałam się, wyobrażałam go sobie siedzącego tuż obok. Zawsze opuszczałam cmentarz odmieniona. Oczyszczona.
Na ślubnym kobiercu stanęłam w wieku trzydziestu trzech lat. Wreszcie czułam się szczęśliwa, czułam, że mam przed sobą całe życie, że jeszcze tyle mam do osiągnięcia, zobaczenia…! Ron Weasley czekał na mnie. Powiedział to dwa razy: kiedy mi się oświadczał, i rok później, gdy urodził się mały Patrick. W głębi duszy błagałam go o wybaczenie. Serce, które przez tak długi czas pozostaje w zamrożeniu, nie potrafi znów zabić, nie tak mocno jak wcześniej. Byłam egoistką? Nie – kochałam Rona. Potrzebowałam go, on potrzebował mnie. Potrzebował nas Patrick. Miałam pełną świadomość tego, że żyję dla nich i nie zamieniłabym tego na nic innego. Takiego życia pragnęłam, ułożonego, kompletnego. I takie miałam.

Choć już więcej nie mówiło się o kimś takim jak Teodor Nott, nadal przywoływałam w głowie jego obraz. Nie myślałam o nim jako o człowieku, który pozostawił po sobie same złe wspomnienia, bo wcale tak nie było. Myślałam o nim jako o człowieku, z którym mi nie wyszło, który postanowił wybrać inne rozgałęzienie drogi – takie rzeczy się zdarzały. Ale myślałam też o nim jako o człowieku, który w jakimś stopniu mnie ukształtował. Który zmienił moje patrzenie na wiele aspektów życia, od którego nauczyłam się akceptować wady innych i starać się naprawiać własne niedociągnięcia, który pokazał mi, że nic nie jest czarne albo białe i można drugą osobę kochać równie mocno, co nienawidzić.
Był tym jednym jedynym wyjątkiem posiadającym niespotykaną osobowość, niezwykłą wiedzę i osobliwy urok. Był tym jednym jedynym wyjątkiem, który potrafił rozpalić mnie samym słowem. Był tym jednym jedynym wyjątkiem – tylko on umiał kogoś zniszczyć, by później pomóc mu zmartwychwstać.
Na zawsze odmienił moje życie. Nigdy go nie zapomniałam, jego oraz tych oczu. Szarych, przenikliwych, bezdennych. Miałam dwa najcudowniejsze skarby, a jednak mimo to czasem czułam pustkę – wtedy znów bolało i znów pojawiały się łzy.
Ale nie żałowałam. Ani jednej chwili, ani jednego pocałunku, ani jednego słowa. Tego, że często postępowałam irracjonalnie, tego, że w ogóle pozwoliłam mu zawładnąć moim sercem, tego, że stanęłam na skraju przepaści. Dziękowałam za niego niebiosom i gwiazdom na nich oraz bogom, jeśli jacyś istnieli. Jemu zaś dziękowałam za wszystko, co dla mnie zrobił, za swoją obecność, za poświęcenie, za miłość…
I miałam cichą nadzieję, że myślał podobnie. Że cokolwiek robił, gdziekolwiek był, czasem rozpamiętywał to, co zdarzyło się między nami. Że nigdy nie chciał zapomnieć.
Że tak jak ja, nawet jeśli miałby taką możliwość, nigdy nie chciał cofnąć czasu.
_______________
Zapraszam tu.


Empatia

Obserwatorzy

Informacje

Belka: Empatia
Treść: Empatia
Szablon: Empatia; kredyty: emmawatsonfan.net, scatterflee.deviantart.com, breatherain.blogspot.com
Favikonka: by-elfaba.blogspot.com
Słowa na szablonie: Red - 'Lost'
Zabrania się kopiowania czegokolwiek. Inaczej poucinam rączki.